32 286 06 23

Powstaje nowy dom Prowadzimy ośrodek i poradnię dla uzależnionej młodzieży.
Mamy nadzieję stworzyć większy dom, więcej miejsc dla potrzebujących terapii.

Dla niektórych to jedyny ciepły rodzinny dom jaki mieli w życiu

Rafał w wieku 14 lat trafił na ulicę a jego szansą na zmianę okazał się Dom Nadziei.


Widziałem światełko, że to co jest przede mną może być zupełnie nowe i inne. Widziałem nadzieję, że to moje życie może wyglądać zupełnie inaczej. Myślę, że nazwa “Dom Nadziei” to nie jest przypadek.

Rafał Franz Reprezentant i mistrz Polski w futsalu

Buduj z nami nadzieję!

Zostań darczyńcą.


Dołącz do nas. Dzięki Tobie życie wielu pogubionych ludzi nabierze sensu i stanie się piękniejsze. Zobaczysz efekty swojego wsparcia, bo najważniejsza jest świadomość, że inwestując w dobro faktycznie ma się wpływ na rzeczywistość.

Pokaż światu, że Ty też pomagasz!

W 2017 roku pozyskaliśmy w końcu budynek,

który będzie naszym nowym Domem Nadziei!


Warunki techniczne obecnego budynku ośrodka w Bytomiu nie pozwalają na jego rozbudowę i powiększenie powierzchni użytkowej. Przez 23 lata naszej działalności wymagania wobec takich placówek i potrzeby ciągle się zwiększały.

Chcąc zapewnić godne warunki naszym podopiecznym oraz wszystkie potrzebne do terapii pomieszczenia pozyskaliśmy budynek po zamkniętej szkole w Gliwicach na Osiedlu Łabędy, który po remoncie, modernizacji i przystosowaniu do wymagań placówek terapeutycznych będzie naszym nowym Domem Nadziei.

Każdego roku pomagamy ponad 600 ludziom

"Uważam, że pobyt mojego syna w ośrodku uratował mu życie, które niewątpliwie mógł stracić biorąc narkotyki."

Aleksandra mama podopiecznego z 2015 r. pacjentka poradni do 2016 r.

Dom Nadziei, to nie tylko budynek, to przede wszystkim stan mojego ducha. Harmonia, spokój, myśl o bezpieczeństwie mojego dziecka.

Elżbieta matka neofity, który ukończył terapię w 2011 roku

"Dom Nadziei jest miejscem, w którym tak jakby zacząłem widzieć, zacząłem na prawdę żyć, cieszyć się z relacji."

Martin neofita z 2015 roku

Sześć lat temu trafiłem do Domu Nadziei. Nie sądziłem, że to coś zmieni. Jednak ośrodek otworzył mi oczy, wybudził z amoku.

Mariusz pacjent ośrodka w 2005 roku

Mogę śmiało powiedzieć, że właśnie to miejsce wraz z kadrą terapeutyczną uratowało moje życie przed tragiczną śmiercią do jakiej prowadzi uzależnienie od amfetaminy.

Mateusz pacjent ośrodka w latach 2000-2001

Nigdy nie straciliśmy nadziei na nowy dom

Liczymy na to, że będziemy mogli pomagać więcej.


Mamy nadzieję stworzyć większy dom, więcej pokoi i więcej miejsc dla potrzebujących terapii, bo liczba osób oczekujących na miejsce w ośrodku wciąż jest długa.

Łączny koszt prac budowlanych
Do tej pory zebraliśmy

Skontaktuj się z nami i dowiedz się więcej

ks. Bogdan Peć MSF

  • E:
  • T: 509 133 277

Aleksandra mama podopiecznego z 2015 r. pacjentka poradni do 2016 r.

Mój syn był w ośrodku 8 m-cy, ale praca terapeutów i czas który spędził w Domu Nadziei owocuje do dziś . To czego doświadczyliśmy w tym miejscu jest bezcenne, bo czy można wycenić życie dziecka ? Uważam, że pobyt mojego syna w ośrodku uratował mu życie, które niewątpliwie mógł stracić biorąc narkotyki.

Kiedy szukaliśmy ośrodka w którym mógłby podjąć terapię i przeczytałam – katolicki ośrodek to pomyślałam, że ktoś będzie oceniał czy jesteśmy dobrymi katolikami. Nikt tutaj nie oceniał mojego życia.
Jedynym warunkiem była nasza dobrowolna chęć do zmiany, bo nie tylko leczył się mój syn, ale również ja. Gdy dziecko bierze narkotyki choruje cała rodzina. Spotkałam tu bardzo dobrych terapeutów, którzy czasem jednym zdaniem potrafili zmienić mój błędny tok postrzegania rzeczywistości. Do tej pory myślałam, że jak wszystko za syna załatwię i wyciągnę z kłopotów to mu pomagam, a to wręcz odwrotnie. Pomagałam mu w ten sposób uniknąć konsekwencji tego co robił. Syn z kolei potrzebował uwierzyć w to, że sam potrafi podejmować właściwe decyzje i radzić sobie w życiu.

Nikt tutaj nie oceniał mojego życia.

W Domu Nadziei panuje szczególna atmosfera – to nie tylko życzliwość i zrozumienie, ale czuje się tutaj działanie „siły wyższej”…może to dzięki Kaplicy, która znajduje się wewnątrz budynku, a może to właśnie wyjątkowy zespół terapeutów tworzy ten klimat. Mówiąc niekonwencjonalnie – przyłożyli mi takim dobrem, że do dziś mnie trzyma. Szczególnie jestem wdzięczna mojemu terapeucie z poradni – Łukaszowi Herduś, że pomógł mi odnaleźć drogę którą nadal podążam. To nie jest tak, że teraz w życiu mam tylko pięknie i cudownie, kłopoty i problemy też się pojawiają, ale teraz potrafię sobie z nimi już inaczej radzić.

Elżbieta matka neofity, który ukończył terapię w 2011 roku

Jestem matką 19 letniego Adama. Mój syn kilka miesięcy temu zakończył leczenie w Katolickim Ośrodku „Dom Nadziei” w Bytomiu. Dom Nadziei, to nie tylko budynek, to przede wszystkim stan mojego ducha. Harmonia, spokój, myśl o bezpieczeństwie mojego dziecka. Wszystko to, co pozytywnie się kojarzy z domem rodzinnym. Tym fizycznym i tym wewnętrznym, będącym w sercu. No i nadzieja że syn wyjdzie na prostą, że stanie się lepszym człowiekiem, że sobie poradzi w trudnym dorosłym życiu, a przeszkody pojawiające się w przyszłości bez problemu przeskoczy, a może ich nawet nie zauważy, bo przecież rósł w duchu przez cały czas terapii.
Wszystko co wynoszę z ośrodka i z czym będzie mi się kojarzył Dom Nadziei, jest jak z prawdziwego domu. Łzy, rozpacz, dramat dzieci i rodzin, ale też radość, spokój i myśl o tym, że każdy kto przejdzie przez tę terapię będzie miał przed sobą szczęśliwe jutro. Dziękuję Bogu i wspaniałym terapeutom za ofiarowanie synowi i całej rodzinie DRUGIEGO ŻYCIA

Martin neofita z 2015 roku

Dom Nadziei jest miejscem, w którym tak jakby zacząłem widzieć, zacząłem na prawdę żyć, cieszyć się z relacji. Przede wszystkim pokazało mi, że mogę żyć normalnie bez narkotyków – cieszyć się z tego, co robię i kim jestem. Docenić siebie i ludzi wokół mnie. Zrozumieć, że tak naprawdę Ci ludzie są najważniejsi i relacje z nimi warto pielęgnować. Dom Nadziei jest niesamowitym miejscem, w którym doświadczyłem mnóstwa ciepła, bliskości jak i również nabyłem sporo zdolności przydatnych w codziennym życiu jak np. gotowanie. Było tez sporo przykrości. Pokonałem trudności i wiele razy było mi ciężko, tego nie da się opisać. Włożyłem ogromną pracę i przezwyciężyłem swoje słabości. Ośrodek to bardzo specyficzne miejsce 🙂 Teraz podejmuje sam decyzje o swoim życiu. To w jakim miejscu stoję i to, że cieszę się z życia na trzeźwo, zawdzięczam DOMU – DOMU NADZIEI!:).

Mariusz pacjent ośrodka w 2005 roku

Sześć lat temu trafiłem do Domu Nadziei. Nie sądziłem, że to coś zmieni. Jednak ośrodek otworzył mi oczy, wybudził z amoku. Szybko zobaczyłem, że nie tylko ja mam problem i nie jestem z tym sam. Ośrodek nauczył mnie ciężkiej pracy nad sobą i zdrowych kontaktów z ludźmi oraz wiary we własne siły i naprawiania własnych błędów. Zobaczyłem wiele wspaniałych miejsc, takich jak: Rzym, gdzie odwiedziłem grób Jana Pawła II, byłem na obozie żeglarskim na Mazurach, na spływie kajakami Czarną Hańczą oraz Wdą, poszedłem na pielgrzymkę do Częstochowy, a na Krakowskich błoniach widziałem Papieża Benedykta XVI. To w ośrodku zacząłem trenować Capoerię oraz nauczyłem się jeździć na snowboardzie. Po terapii musiałem zacząć wszystko od nowa, ale dzięki niej byłem na to gotowy, terapia rodzin naprawiła moje relacje z rodzicami i dzięki temu miałem od nich ogromne wsparcie. Dziś po tych 6 latach założyłem już własną rodzinę, mam wspaniałą córeczkę i równie cudowną dziewczynę. Potrafię o nie zadbać i wiem, że będę dobrą głową rodziny.[…] To wszystko dzięki Fundacji „Dom Nadziei”, ciężkiej pracy terapeutów oraz pomocy społeczności. Ośrodek uratował mi życie i bardzo się cieszę, że robi to dla ludzi nadal i to z coraz większym zapałem. Nie zapomnę o was i dziękuję wam kochani !!!

Mateusz pacjent ośrodka w latach 2000-2001

O ośrodku “Dom Nadziei” mógłbym mówić wiele, ale skupie się na najważniejszych według mnie rzeczach. I choć nie ukończyłem terapii, pobyt w ośrodku był najważniejszym wydarzeniem w moim życiu. Mogę śmało powiedzieć, że własnie to miejsce wraz z kadrą terapeutyczną uratowało moje życie przed tragiczną śmiercią do jakiej prowadzi uzależnienie od amfetaminy. Ogromna wiedza o uzależnieniach i jej mechanizmach jaką tam uzyskałem, pozwoliła mi wybrnąć z aktywnego uzależnienia później, już po mojej ucieczce z ośrodka. Do dziś dziękuję Bożej Opatrzności za opiekę i to, że trafiłem właśnie do takiego ośrodka. […] Z zawodu jestem masażystą, ale marzą mi się studia, myślę o filozofii albo antropologii kultury. Czas pokaże. Uprawiam również sport, ale tak bardziej w zaciszu domowym dla siebie, ale co najważniejsze dzisiaj jestem trzeźwy i nie biorę narkotyków!